Kocham Cię. Tylko tyle
przychodzi mi teraz do głowy, wiesz? Tyle razem przeżyliśmy, a ja Cię kocham.
Za wszystko. Za chwile dobre i za chwile złe. Kocham Cię tak, jak nikt nigdy nikogo.
To chyba wielkie słowa, nie uważasz? Tak po prostu przyszedłeś i zaznaczyłeś
moje serce znakiem „X” i tego już się nie da zmienić. Użyłeś pióra, którego nie
można wymazać. Podobno listy powinno się pisać piórem, żeby nigdy nie zblakły.
Zapisałeś siebie w moim sercu piórem milion razy trwalszym niż takie, do
pisania listów. Zdajesz sobie sprawę z tego jak głęboko we mnie jesteś? Wątpię.
Tego nie da się tak po prostu pojąć, ja sama tego nie pojmuję. Jesteś moim
życiem, moją miłością, moją jedyną radością, szczęściem. Największym
szczęściem, jakie mogłam sobie wymarzyć. Twoje pojawienie się w moim życiu nie
było przypadkowo, takie cudowne rzeczy nie zdarzają się przypadkiem. Chciałabym
być dla Ciebie idealna, ale nigdy nie będę idealna. Nikt nie jest. Ty też nie.
Ale wiesz, co? Kocham Twoją nieidealność. To najpiękniejsza nieidealność na
całym świecie. Nie ma nic piękniejszego niż Twoja nieidealność, dzięki której
jesteś dla mnie idealny. Tylko dla mnie. Jesteś moim prywatnym ideałem. Moim.
Bo noszę Cię w sercu. Jesteś we mnie od rana do wieczora, a potem przez całą
noc. Gdy się budzę to jesteś w moim sercu, gdy przeżywam kolejny cholernie
pusty dzień bez Ciebie – jesteś w moim sercu, gdy zasypiam Ty wciąż jesteś w
moim sercu, gdy śpię – jesteś w moim sercu, bo jesteś w moich snach. Cały czas
jesteś w moim sercu. Cały czas jesteś w mojej głowie, cały czas widzę w niej
Twój uśmiech, który za każdym razem jest coraz piękniejszy. Jesteś moim
księciem, moim słoneczkiem. Jesteś jak tratwa dla tonącego na morzu. Jesteś
nadzieją, podobno nadzieja umiera ostatnia. Nadzieja nigdy nie umiera, tak samo
jak Ty nigdy nie umrzesz w moim sercu. Nawet, jeśli bym chciała, nie mogę Cię
tak po prostu z niego wyrzucić. Nie mówię, że chce, bo nie chcę. Nie chcę tego
najbardziej na świecie, chcę Ciebie. W moim życiu, w mojej głowie, w moim
sercu, we mnie. I jesteś. Tak po prostu jesteś. To najpiękniejsze, co mnie
spotkało w życiu. Mimo, że nie zawsze było pięknie. Żałuję, ale to, co odcisnął
na nas ból, nie zniknie. To część nas. Tak musi zostać, a my musimy się z tym
pogodzić. Pytasz czy Cię kocham? Tylko Ty wiesz jak potrafię kochać. Bo Ty mnie
tego nauczyłeś, więc nie zadawaj głupich pytań. Kocham tylko Ciebie. Najmocniej
na świecie. Cały świat, wszechświat, a nawet cały kosmos nie jest w stanie
pojąć tego uczucia. Nie potrafię opisać tego słowami, bo wymyślono za mało
słów. A nawet, jeśli jest ich wiele, wciąż nie odzwierciedlają mojej miłości do
Ciebie. Są po prostu za małe. Wszystkie słowa opisujące wielką miłość są jak
malutka kropelka deszczu w porównaniu do wszystkich wód ziemskich pomnożonych
milion razy. Wciąż myślisz, że to mało? Wybacz, ale tego nie da się pokazać.
Nie da się tego zdefiniować. „Kochać kogoś najmocniej na świecie” to za mało by
oddać siłę tej iskierki, którą zapaliłeś w moim sercu. Ta iskierka roznieciła
największy ogień – taki, jakiego świat nigdy jeszcze nie widział. I nie
zobaczy. Bo gdyby świat zobaczył ten ogień to już by go nie było. Nie da się
wyrazić tej potęgi, nie da się tego opisać, nie da się tego pokazać – nic, co
istnieje i jest namacalne, nie jest tak ogromne. Gdybym to z siebie wypuściła,
nie starczyłoby miejsca na całej kuli ziemskiej, w całej galaktyce, nie
pomieściłabym tego na wszystkich istniejących planetach, nawet gdyby było ich o
miliard więcej, niż jest. Tego po prostu nie da się zdefiniować, to po prostu
jest. I nie zniknie, bo skoro nie istnieje siła by to opisać, to tym bardziej
nie istnieje siła, by to zniszczyć. Najpiękniejszym uczuciem jest kochanie
Ciebie. No, prawie najpiękniejszym. Najpiękniejszym jest czuć, że to jest
odwzajemnione. Mówią, że kiedy rysuje się dwa serca to, dlatego, że jedna osoba
zawsze kocha bardziej. To gówno prawda. Gdybyśmy mieli narysować nasze serca,
jako znak naszej miłości, zdecydowanie byłoby to jedno serce, bo jesteśmy
jednym organizmem. Nie żyjemy w symbiozie, bo jesteśmy jednością. A nasze serce
nie zmieściłoby się nigdzie. Rozumiesz? Nie rozumiesz, bo ani ja, ani Ty, ani
nikt inny nie posiada tak wielkiego umysłu by to pojąć. Siła niepojętej miłości,
gotowej na wszystko – widzisz, nie łączy nas coś zwykłego, nie łączy nas coś
niezwykłego. Bo każdy nazywa swoje życie niezwykłym, to słowo jest tak często
używane, że rzygać mi się chce i nie można nazwać niczego między nami
niezwykłym, bo to słowo jest przereklamowane. My nie. Nie można nazwać tego, co
jest między nami, nie i chuj. Słowa to za mało. Nie lubię słów. Wszystkie są
takie same, wszystkie już zostały użyte. Więc są zużyte. Nawet, gdy chcesz
nazwać coś „jkfsjfnvds” to na pewno ktoś już coś tak nazwał, więc nie bawmy się
w układanie nowych słów, bo nie ma nowych słów. Wszystkie zostały wykorzystane.
My nie musimy wykorzystywać słów, wykorzystajmy to wielkie, nie mieszczące się
nigdzie serce. Nasze serce, nasze jedno serce, które bije tylko w nas i tylko
dzięki nam. W piosence The xx – our song słyszymy na początku „All
I have, I will give to you; In dark times when no one wants to; I will give you
me; And we’ll be; Us” – powiedz mi, czy tak nie jest? Nie ma mnie, nie ma Ciebie –
jesteśmy tylko my – jeden organizm, jedna dusza, jedno serce. To niby tylko my,
ale to aż my. Nie jesteśmy do siebie podobni, nie mamy w sobie nic podobnego,
bo nie ma mnie i Ciebie. Zapamiętaj – my. I nigdy o tym nie zapominaj, nie
pozwolę Ci o tym zapomnieć. Bo ciężko byłoby żyć z jednym płucem, jedną nerką,
połową wątroby, serca czy mózgu, jednym uchem, jedną nogą, jedynym okiem –
byłoby tak ciężko, że to się nigdy nie stanie. Wyobrażasz sobie oddychanie
jedną dziurką od nosa? Ja nie, a wiesz, dlaczego? Bo jesteśmy jednością i nikt,
nawet piła motorowa, nie jest w stanie nas przeciąć. Więc oczy, nogi, uszy, płuca i nerki musza zostać
w parze, a nos, wątroba, serce i mózg w całości. Nie ma już innego wyjścia. To
tak, jakby bomba rozerwała nas na strzępy, gdy będziemy chcieli się rozdzielić.
Ale nie będziemy chcieli, mam rację? Ja nigdy nie będę chciała. Bo bez Ciebie
nie ma nic. Bez Ciebie nie ma mnie, bez nas nie ma nic. Po prostu dziękuję, że
dajesz mi drugie płuco, drugą nerkę, drugą nogę, drugie ucho, drugie oko; drugą
połowę nosa, wątroby, serca i mózgu – zanim Cię poznałam nie byłam kompletna,
teraz jestem. Po prostu dziękuję, że tworzysz ze mną to wielkie, nie mieszczące
się nigdzie serce.